Historia Tadka cz. 1

Tadek rozparł się wygodnie w fotelu i zastanawiał się, jak rozpocząć opowieść. Wszyscy przyglądali mu się z zainteresowaniem, bo wyglądał dość groźnie: duże muskuły, sporo tatuaży, gdzieniegdzie szramy i blizny. Niektórzy nawet nie mogli go poznać, bo przecież za dawnych lat to był zwykły, prosty chłopak, który nie wychylał się za bardzo, nie robił problemów a wyglądem wtapiał się w tło tak udanie, że nie każdy go zauważał. Był jednak dobrym uczniem i wszyscy myśleli, że jako typowy intelektualista będzie urzędnikiem albo nauczycielem.

– Jak wiecie dostałem się do liceum w Warszawie bez większych problemów.  Jedyny problem był jak zwykle z kasą. Absolutnie nie miałem się za co utrzymać. To co dostawałem z domu ledwo wystarczało na wynajem połowy pokoju w beznadziejnym mieszkaniu, a co tu mówić o jedzeniu, czy jakichkolwiek książkach, zeszytach czy imprezach.

Zacząłem dorabiać, ale to wszystko były psie pieniądze. Harowałem po nocach, czasem jako kelner, czasem jako barman. Gdy nie dawałem rady, zasypiałem na stojąco, zaczynałem zapominać co miałem podać, do którego stolika jakie zamówienie. Podpadałem. Wywalali mnie zazwyczaj po miesiącu. Po 5 kolejnych lokalach zmieniłem pracę na mniej wymagającą myślenia a bardziej fizyczną – rozkładałem towar w sklepach. Praca prosta, ale kasy z tego nie było za wiele.

Przez ciągłe niewyspanie zacząłem opuszczać się w nauce i rodzice zagrozili, że będę musiał wrócić do domu, by zdać maturę w naszym beznadziejnym liceum. Nie potrafiłem się z tym pogodzić i za wszelką cenę chciałem znaleźć pracę, która da mi więcej kasy przy mniejszym zmęczeniu fizycznym.

I właśnie wtedy, jak z nieba spadł mi Filip.

Komentarze są wyłączone.