Archiwum z Lipiec 2010

Historia Tadka cz. 2

piątek, 30 Lipiec 2010

-Filip to był kolega z klasy wyższej z naszego liceum. Chodził zawsze modnie ubrany, w dobrych ciuchach, z masą gadżetów. Kasa śmierdziała od niego z daleka. Chodził na wszystkie imprezy i wszyscy go znali.

Któregoś razu na imprezie Filip jak zwykle wmieszał się w tłum. Rozmawiał ze wszystkimi i o wszystkim. Zauważyłem jednak, że nie tylko rozmawia, ale że też coś komuś daje. Jednym jakąś małą paczuszkę, od innych dostaje jakąś kasę. Wszystko po cichu i dyskretnie. Nie wiedziałem co to jest, aż nie podszedł do mnie i nie zapytał, czy chciałbym się zabawić, pierwsza działka na jego rachunek. Pomyślałem – czemu nie, raz się żyje. Dostałem ekstazy i bawiłem się świetnie. To był na prawdę odjazd! Chciałem jeszcze. Drugą dostałem za połowę ceny i nadal czułem się z tym super – było mnie na nią stać.

Jednak już na następnej imprezie cena miała być normalna i zacząłem się zastanawiać. Po co mi to? Nie dość, że jest to pieruńsko drogie, że łatwo się wciągnąć, to jeszcze pewnie później będę chciał próbować innych rzeczy, jeszcze mocniejszych i jeszcze droższych. Lepiej nie wchodzić w to gówno.

Ale z drugiej strony – wydawało się że Filip świetnie na tym zarabiał. Sam nigdy nie brał a mimo to miał wielu klientów, którzy mu ufali. Postanowiłem pomóc mu w rozprowadzaniu towaru i tak to się zaczęło.

Historia Tadka cz. 1

środa, 14 Lipiec 2010

Tadek rozparł się wygodnie w fotelu i zastanawiał się, jak rozpocząć opowieść. Wszyscy przyglądali mu się z zainteresowaniem, bo wyglądał dość groźnie: duże muskuły, sporo tatuaży, gdzieniegdzie szramy i blizny. Niektórzy nawet nie mogli go poznać, bo przecież za dawnych lat to był zwykły, prosty chłopak, który nie wychylał się za bardzo, nie robił problemów a wyglądem wtapiał się w tło tak udanie, że nie każdy go zauważał. Był jednak dobrym uczniem i wszyscy myśleli, że jako typowy intelektualista będzie urzędnikiem albo nauczycielem.

– Jak wiecie dostałem się do liceum w Warszawie bez większych problemów.  Jedyny problem był jak zwykle z kasą. Absolutnie nie miałem się za co utrzymać. To co dostawałem z domu ledwo wystarczało na wynajem połowy pokoju w beznadziejnym mieszkaniu, a co tu mówić o jedzeniu, czy jakichkolwiek książkach, zeszytach czy imprezach.

Zacząłem dorabiać, ale to wszystko były psie pieniądze. Harowałem po nocach, czasem jako kelner, czasem jako barman. Gdy nie dawałem rady, zasypiałem na stojąco, zaczynałem zapominać co miałem podać, do którego stolika jakie zamówienie. Podpadałem. Wywalali mnie zazwyczaj po miesiącu. Po 5 kolejnych lokalach zmieniłem pracę na mniej wymagającą myślenia a bardziej fizyczną – rozkładałem towar w sklepach. Praca prosta, ale kasy z tego nie było za wiele.

Przez ciągłe niewyspanie zacząłem opuszczać się w nauce i rodzice zagrozili, że będę musiał wrócić do domu, by zdać maturę w naszym beznadziejnym liceum. Nie potrafiłem się z tym pogodzić i za wszelką cenę chciałem znaleźć pracę, która da mi więcej kasy przy mniejszym zmęczeniu fizycznym.

I właśnie wtedy, jak z nieba spadł mi Filip.