Opowieść Basi cz 1

Basia była zawsze dziewczyną bardzo skromną.  Była pilną uczennicą z gatunku tych, którym bardzo zależy ale nie wychodzi rewelacyjnie. Starała się, a to przecież się liczy. Stopnie miała dobre, ale rodzice woleliby, żeby były bardzo dobre. Chcieli by poszła do najlepszej szkoły w okolicy, w większym mieście, może nawet w Warszawie.  Niestety jej stopnie nie pozwoliły jej na to i została w mieście, za to w najlepszej klasie jedynego liceum.

Uczyła się tam dobrze na tyle, że mogła pójść na studia. Niestety nie dostała się na wymarzone stosunki międzynarodowe, więc poszła na polonistykę.  Stwierdziła, że papier to papier, jakiś trzeba mieć. Studia przebiedowała, trochę imprezowała ale nie za wiele. Pogubiła się, nie wiedziała co robić po studiach, nie miała żadnego hobby i zainteresowań. Na domiar złego jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym i została na świecie zupełnie sama. Żyła z dnia na dzień, ale tak na prawdę nie chciała żyć. Doszła do takiego momentu w życiu, że chciała skończyć tę wegetację.

Tuż przed ostateczną decyzją koleżanka zaciągnęła ją na koncert, podobno fajna muzyka. Poszła, a okazało się, że są to „piosenki religijne”. Dobrze się bawiła, nawet za dobrze, a ludzie tam wydali jej się wyjątkowo sympatyczni. Troszczyli się o nią, zależało im na niej, a ona poczuła się tam jak w domu.

To była sekta. Wpadła po uszy. Mówili jej, że im na niej zależy, że ją kochają, a tego właśnie jej było potrzeba. Coraz częściej się spotykali, coraz więcej czasu zabierała jej ta wspólnota. W końcu zaproponowali, żeby z nimi zamieszkała. Z chęcią na to przystała, bo nie miała się gdzie podziać. Oni byli jak kojący okład na jej cierpiącą duszę.

Komentarze są wyłączone.