Historia Tadka cz. 3

14 sierpnia 2010

Na początku było spokojnie i kameralnie – sami znajomi, z klasy, później ze szkoły. Później znajomi znajomych, gdy zacząłem dostawać coraz większe porcje do rozprowadzenia. Nie bałem się żadnego towaru, sprzedawałem wszystko: od marychy, przez lsd po mocne narkotyki.

W miarę, jak zaufanie dealerów rosło, rosły też moje stawki i ilości sprzedawane. Zacząłem wychodzić poza zaufane grono. Bałem się, czy ktoś mnie nie wyda, czy ktoś nie będzie podstawiony, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Już nie chciałem tylko dorobić, chciałem mieć wszystko to, co najlepsze – mieszkanie, ciuchy, imprezy, panienki. Były dni, gdy na prawdę czułem się bogaczem, a gdy nie chcieli płacić – czułem się nędzarzem.

Aż pewnego dnia stało się to, co stać się musiało – wpadłem. Jakiś pieprzony glina zrobił podpuchę, złapali mnie na gorącym uczynku. Konfiskata całego towaru ( a było wtedy tego już coś koło kilograma) – masa kasy. Ale udało mi się uciec, nadal nie wiem jak to zrobiłem. Zyskałem więc wolność, nie musiałem wsypywać dealerów. Ale pojawił się problem – nie miałem czym zapłacić za towar. To była na prawdę duża kasa.

Żeby się wykupić, musiałem wejść głębiej w szeregi mafii, robić rzeczy na myśl których nadal mi niedobrze. Załatwiałem brudne interesy, których innym nie chciało się tknąć nawet przez ścierkę na kiju. To było potworne. Trwało ponad 2 lata. Ale i tak miałem szczęście – darowano mi życie.

W ciągu tych dwóch lat, które najchętniej wymazałbym z życiorysu nabawiłem się wielu blizn na ciele, wielu tatuaży robionych pod presją i po pijaku. Wszedłem w najgorsze bagno jakie można sobie wyobrazić, aż doszedłem do dna. I wtedy stał się cud, o który początkowo myślałem, że będzie moim koszmarem – trafiłem do paki.

Dzięki więzieniu, a raczej dzięki procesowi, w którym zeznawałem przyznając się do winy, zyskałem nowe życie. Wsypałem kolegów, całą siatkę dealerów i różnych mafiozów. Nie czułem strachu ani nie miałem wątpliwości – to oni zmienili moje życie w koszmar i już gorzej być nie mogło. Sędzia ułaskawił mnie i objął programem ochrony świadków. Teraz mieszkam poza Polską, przyjechałem tylko na to spotkanie, bo nie mogłem się powstrzymać by Was wszystkich nie zobaczyć.

-Wypijmy za to – powiedział Piotrek – Ale czy mógłbym prosić o to, by następna mówiła Monika? Mam chwilowo dość ciężkich historii, potrzebuję czegoś lżejszego na moje skołatane serce!

Historia Tadka cz. 2

30 lipca 2010

-Filip to był kolega z klasy wyższej z naszego liceum. Chodził zawsze modnie ubrany, w dobrych ciuchach, z masą gadżetów. Kasa śmierdziała od niego z daleka. Chodził na wszystkie imprezy i wszyscy go znali.

Któregoś razu na imprezie Filip jak zwykle wmieszał się w tłum. Rozmawiał ze wszystkimi i o wszystkim. Zauważyłem jednak, że nie tylko rozmawia, ale że też coś komuś daje. Jednym jakąś małą paczuszkę, od innych dostaje jakąś kasę. Wszystko po cichu i dyskretnie. Nie wiedziałem co to jest, aż nie podszedł do mnie i nie zapytał, czy chciałbym się zabawić, pierwsza działka na jego rachunek. Pomyślałem – czemu nie, raz się żyje. Dostałem ekstazy i bawiłem się świetnie. To był na prawdę odjazd! Chciałem jeszcze. Drugą dostałem za połowę ceny i nadal czułem się z tym super – było mnie na nią stać.

Jednak już na następnej imprezie cena miała być normalna i zacząłem się zastanawiać. Po co mi to? Nie dość, że jest to pieruńsko drogie, że łatwo się wciągnąć, to jeszcze pewnie później będę chciał próbować innych rzeczy, jeszcze mocniejszych i jeszcze droższych. Lepiej nie wchodzić w to gówno.

Ale z drugiej strony – wydawało się że Filip świetnie na tym zarabiał. Sam nigdy nie brał a mimo to miał wielu klientów, którzy mu ufali. Postanowiłem pomóc mu w rozprowadzaniu towaru i tak to się zaczęło.

Historia Tadka cz. 1

14 lipca 2010

Tadek rozparł się wygodnie w fotelu i zastanawiał się, jak rozpocząć opowieść. Wszyscy przyglądali mu się z zainteresowaniem, bo wyglądał dość groźnie: duże muskuły, sporo tatuaży, gdzieniegdzie szramy i blizny. Niektórzy nawet nie mogli go poznać, bo przecież za dawnych lat to był zwykły, prosty chłopak, który nie wychylał się za bardzo, nie robił problemów a wyglądem wtapiał się w tło tak udanie, że nie każdy go zauważał. Był jednak dobrym uczniem i wszyscy myśleli, że jako typowy intelektualista będzie urzędnikiem albo nauczycielem.

– Jak wiecie dostałem się do liceum w Warszawie bez większych problemów.  Jedyny problem był jak zwykle z kasą. Absolutnie nie miałem się za co utrzymać. To co dostawałem z domu ledwo wystarczało na wynajem połowy pokoju w beznadziejnym mieszkaniu, a co tu mówić o jedzeniu, czy jakichkolwiek książkach, zeszytach czy imprezach.

Zacząłem dorabiać, ale to wszystko były psie pieniądze. Harowałem po nocach, czasem jako kelner, czasem jako barman. Gdy nie dawałem rady, zasypiałem na stojąco, zaczynałem zapominać co miałem podać, do którego stolika jakie zamówienie. Podpadałem. Wywalali mnie zazwyczaj po miesiącu. Po 5 kolejnych lokalach zmieniłem pracę na mniej wymagającą myślenia a bardziej fizyczną – rozkładałem towar w sklepach. Praca prosta, ale kasy z tego nie było za wiele.

Przez ciągłe niewyspanie zacząłem opuszczać się w nauce i rodzice zagrozili, że będę musiał wrócić do domu, by zdać maturę w naszym beznadziejnym liceum. Nie potrafiłem się z tym pogodzić i za wszelką cenę chciałem znaleźć pracę, która da mi więcej kasy przy mniejszym zmęczeniu fizycznym.

I właśnie wtedy, jak z nieba spadł mi Filip.

Opowieść Basi cz 3

18 maja 2010

- To była wtedy nasza świeża krew, z korzeniami w Nigerii. – Opowiadała o Raulu Basia – To jest cudowny facet, pełen namiętności i pasji, pełen życia. Był nowy w sekcie, nie do końca zadomowiony. Otworzył mi oczy na funkcjonowanie grupy, wyzwolił mnie psychicznie. Byłam jednak zbyt głęboko w strukturach, by móc się z niej wydostać. No i zaszłam w ciążę.

Ciąża Kaśki była spełnieniem się proroctwa, które przepowiadał Guru. Ich syn miał być nowym odkupicielem świata. Kaśka była więc pod szczególną ochroną, otoczona najlepszą opieką ale i osaczona. Nie wolno jej było nic robić samodzielnie. Żadnego telefonu, żadnego maila, wszystko pod kontrolą. Musiała przejść na specjalną dietę, była poddawana psychoanalizie. Wszystko po to, by nadchodzący zbawca był idealny.

Gdy przyszedł czas rozwiązania Kaśce udało się nakłonić sektę, że dla dobra dziecka musi rodzić w szpitalu. Za swojego opiekuna wybrała Raula. Po porodzie okazało się, że dziecko jest mulatem. Gdyby sekta dowiedziała się o tym, byliby w poważnym niebezpieczeństwie, gdyż hańba przyniesiona sekcie była niewybaczalnym błędem. Mieli jednak niewyobrażalne szczęście, bo wtedy właśnie w szpitalu wybuchła epidemia grypy i panował całkowity zakaz odwiedzin.

– Ten zakaz uratował nam życie. Dał mi tydzień na dojście do siebie po porodzie i wymyślenie planu ucieczki. Na szczęście nikt się nie domyślał, że coś jest nie tak i nie kazali nas pilnować 24/7, a jedynie w dzień. Dlatego też ostatniej nocy wypisałam się na żądanie, zabrałam synka i uciekliśmy z Raulem. Znaliśmy dobrze siatkę sekty i wiedzieliśmy, że będziemy bezpieczni dopiero w Irlandii.  Po dwóch tygodniach tułaczki, zmian transportów dla zmylenia śladów, dotarliśmy szczęśliwie na miejsce.  Odnaleźliśmy swoje miejsce na ziemi. Mieszkamy tam od 15 lat i staramy się zapomnieć o traumie, jaką przeszliśmy.

Basia skończyła opowieść i było po niej widać, że jej ulżyło. Na reszcie mogła komuś o tym opowiedzieć bez obawy, że coś jej jeszcze może zagrażać. Wszyscy byli w szoku, że takie historie dzieją się na prawdę a nie tylko w filmach. Po chwili milczenia odezwał się jednak Tadek.

– No Basia, postawiłaś wysoko poprzeczkę, ale może jak posłuchasz mojej historii stwierdzisz, że wcale nie było z Tobą tak źle.

Opowieść Basi cz 2

8 maja 2010

W sekcie była łącznie 5 lat. Na początku było cudownie, wręcz sielankowo. Wszyscy byli wielką, kochającą się rodziną, z każdym mogła porozmawiać, każdy okazywał jej szacunek i zrozumienie. Nie musiała pracować ani martwić się o dach nad głową, wystarczyło im, że sprzątała budynek. Tak żyli sobie przez około rok. W tym czasie sekta powiększała się i z kameralnej grupy stali się prężną organizacją. Nowi członkowie zasilili pokaźnie kiesy sekty, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dotychczasowy lider poczuł się prawdziwie wybranym przez niebiosa guru, zaczął mieć coraz większe wymagania wobec swoich wyznawców. Nie był już przewodnikiem stada, stał się ich nowym Bogiem, wyrocznią i prawdą objawioną. Wymagał absolutnego posłuszeństwa i oddania.

– Ta zmiana następowała powoli, nie zauważyłam kiedy stałam się całkowicie zależna od grupy, a przede wszystkim od guru. – Opowiadała Basia – On zawładnął całym moim życiem, ale co gorsza, wybrał sobie mnie na swoją małżonkę. Kochanek miał wiele – każda kobieta w grupie miała obowiązek z rozkoszą oddawać się mu kiedy, gdzie i jak chciał On. Ja, dodatkowo, miałam rodzić jego dzieci i nie wolno mi było mieć innego partnera. Mężczyźni, jeśli chcieli mieć którąś kobietę na wyłączność, musieli płacić wyższe od innych haracze dla sekty. Mogli mieć dowolną kobietę poza mną. Pech chciał, że tuż przed tym, gdy zaszłam w pierwszą ciążę, zakochałam się ze wzajemnością w Raulu.

Opowieść Basi cz 1

24 kwietnia 2010

Basia była zawsze dziewczyną bardzo skromną.  Była pilną uczennicą z gatunku tych, którym bardzo zależy ale nie wychodzi rewelacyjnie. Starała się, a to przecież się liczy. Stopnie miała dobre, ale rodzice woleliby, żeby były bardzo dobre. Chcieli by poszła do najlepszej szkoły w okolicy, w większym mieście, może nawet w Warszawie.  Niestety jej stopnie nie pozwoliły jej na to i została w mieście, za to w najlepszej klasie jedynego liceum.

Uczyła się tam dobrze na tyle, że mogła pójść na studia. Niestety nie dostała się na wymarzone stosunki międzynarodowe, więc poszła na polonistykę.  Stwierdziła, że papier to papier, jakiś trzeba mieć. Studia przebiedowała, trochę imprezowała ale nie za wiele. Pogubiła się, nie wiedziała co robić po studiach, nie miała żadnego hobby i zainteresowań. Na domiar złego jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym i została na świecie zupełnie sama. Żyła z dnia na dzień, ale tak na prawdę nie chciała żyć. Doszła do takiego momentu w życiu, że chciała skończyć tę wegetację.

Tuż przed ostateczną decyzją koleżanka zaciągnęła ją na koncert, podobno fajna muzyka. Poszła, a okazało się, że są to „piosenki religijne”. Dobrze się bawiła, nawet za dobrze, a ludzie tam wydali jej się wyjątkowo sympatyczni. Troszczyli się o nią, zależało im na niej, a ona poczuła się tam jak w domu.

To była sekta. Wpadła po uszy. Mówili jej, że im na niej zależy, że ją kochają, a tego właśnie jej było potrzeba. Coraz częściej się spotykali, coraz więcej czasu zabierała jej ta wspólnota. W końcu zaproponowali, żeby z nimi zamieszkała. Z chęcią na to przystała, bo nie miała się gdzie podziać. Oni byli jak kojący okład na jej cierpiącą duszę.

Wstęp cz 3

19 kwietnia 2010

Impreza zaczęła się dość drętwo, jak to zazwyczaj bywa. Przecież nie widzieli się od ponad 20 lat! Praktycznie się nie znali, a łączyła ich tylko przeszłość i mgliste wspomnienia z dawnych lat.

Byli jednak zgraną klasą i przyjechali prawie wszyscy.  Prawie, bo jeden chłopak zginął 10 lat wcześniej w wypadku samochodowym, a drugi utknął na Haiti, gdyż był ratownikiem medycznym i był tam, gdzie go potrzebowali.

Tak więc siedzieli tam wszyscy, 28 osób dobrze po czterdziestce i zastanawiali się, od czego zacząć. Na szczęście jedno było pewne – należy wznieść parę toastów, a później pójdzie już z górki. Tak też zrobili, a gdy wypili już zdrowie wszystkich obecnych, nieobecnych, za tych co na morzu i pod morzem,  gdy alkohol zaczął szumieć w głowie, impreza trochę się rozruszała.

Gdy alkohol zaczął lekko zmieniać perspektywę i ostrość widzenia, zaczęli rozpoznawać w tych starszych osobach siedzących obok. W podstarzałym przedwcześnie tatuśku Michała, który kiedyś wprawiał serce Kaśki w stan przedzawałowy. W tęgim panu z dużym brzuchem – wysportowanego Pawła, który biegał jak strzała. A w tęgiej, dość zaniedbanej pani – najładniejszą z dziewczyn – Ankę. Nie było łatwo rozpoznać tego Piotrka, który zawsze był największym chucherkiem w klasie, bo masa jego mięśni wyrobiona na wspinaczce była imponująca. Za to klasowy amant – Hubert – niestety prawie całkiem wyłysiał, chociaż nadal miał w twarzy to coś, co przyciągało dziewczyny jak lep.

Po czwartym piwie, z opowieści o starych, słusznie minionych latach, przeszli na bardziej szczere rozmowy.  Swoją opowieść zaczęła Basia.

Wstęp cz 2

19 kwietnia 2010

Stolica było dla nich urzeczywistnieniem wszystkich marzeń.

To tam dostaje się przecież najlepsze wykształcenie, bo tylko w stolicy są uczelnie znane nie tylko w Polsce ale i na świecie. Gdy ma się dobre wykształcenie to już tylko krok od najlepszej pracy,  szybkiej emerytury, dostatniego życia i dóbr wszelakich. W końcu skoro innym się udało, to dlaczego u licha nie im?!?

Ponieważ mieli taką perspektywę, przestali myśleć o tym, że tak właściwie powinni poprzestać na wykształceniu podstawowym, zająć się pracą fryzjerki w pobliskim miasteczku lub zostać na wsi i uprawiać ziemię. W dobie powszechnej, darmowej edukacji uważali, że wykształcenie wyższe jest dla wszystkich chętnych. I korzystali z tego nader chętnie. Mieli wysokie aspiracje przy nikłych środkach, a przez to ich poziom determinacji był bardzo wysoki. Praca w stolicy, właściwie jakakolwiek, wydawała się lepsza niż zostanie w domu.

Nie widzieli możliwości płynących z uroków wsi.  Agroturystyka jawiła im  się jako ostateczność, gdyż kojarzyli ją z zacofaniem, z uprawą roli od której chcieli uciec. Uprawa opłacalnych zbóż, korzystanie z dotacji UE – to wszystko uważali, że dobre jest dla kogoś innego, ale na pewno nie dal nich. Oni stworzeni są do wyższych celów! Dopiero po wielu latach w mieście niektórzy zauważyli, że okazję do dobrego życia mieli, lecz  zmarnowali. A była na wyciągnięcie ręki właśnie tam, skąd pochodzili – na wsi, w pięknych miejscach na Mazurach, w zacisznych zakątkach których pragną mieszczuchy.

Gdy byli jeszcze w szkole, wszyscy mieli jasny plan:  do stolicy! Jak się okazało podczas imprezy, cel został osiągnięty z różnym skutkiem.

Wstęp cz 1

19 kwietnia 2010

Kaśka obudziła się rano z wielkim kacem. Na szczęście był to tylko kac fizyczny a nie moralny, nie miała sobie nic do zarzucenia. Owszem, były pewne pokusy, jak to zwykle bywa na spotkaniach po latach,  ale powstrzymała się i była z siebie dumna.  Jej mąż roztropnie nie komentował jej stanu, ani faktu, że poranek po piątkowym spotkaniu był niedzielnym popołudniem.  No cóż, i tak bywa gdy impreza jest wyjątkowo udana.

Gdy pierwsze promyki słońca dotarły do oczu Kaśki, a do nosa doleciał aromat świeżej kawy, jej umysł zaczął budzić się do życia.  Zaczęła przypominać sobie co ciekawsze historie opowiedziane przez znajomych, a niektóre z nich były na prawdę porywające!  Jej klasa zresztą zawsze była trochę bardziej odjechana niż pozostałe, a koledzy z gatunku tych bardziej szalonych.

Wszyscy pochodzili z małej miejscowości na Warmii, a niektórzy pochodzili z okolicznych wsi.  Stanowili mieszankę wybuchową, bo była to istna zbieranina najróżniejszych ludzi.  Jednak już wtedy wszyscy byli zdeterminowani, mieli jeden cel – wyrwać się z tej dziury i żyć w Eldorado – w stolicy.